Prasowanie odgrywa u kobiet ważną rolę. Komunikaty, które wysyłają wielokrotnie przywołują prasowanie, są z nim związane bezpośrednio lub pośrednio. Czy prasowanie może być oczyszczające psychicznie? Czy prasowanie może skłaniać do refleksji? Czy prasowanie może być niebezpieczne?
W wielu przypadkach tak. Powiedziałbym, że prasowanie może mieć dwa oblicza. Prasowanie refleksyjne i prasowanie zaciekłe. Obie formy uznałbym za skrajne. Wchodząc w stan prasowania, kobieta zaczyna trochę bezwiednie ni to marzyć, ni to planować, ni to fantazjować. Prasowanie dotyka zatem najgłębszych pragnień i fobii. Kobieta ukrywa się w prasowaniu przed światem. Prasowanie jest zatem czyśćcem.
Podejrzewam, że wiele komunikatów zrodziło się i wyfrunęło spod żelazka, równie gorących, a zarazem zwiewnych jak para. Nie sądzę aby kobieta była w stanie wpaść w taką nirwanę w łazience. Kąpiąc się jest zbyt cielesna dla samej siebie. Naga kobiecość nie sprzyja myśleniu. Ciągnie do lustra i czystej fizyczności bycia kobietą. A to nie sprzyja refleksji. Prasowanie natomiast tak. Często mówi się, że kierowca usnął za kierownicą. Był myślami setki kilometrów od miejsca, w którym jechał.
Tak samo jest z prasowaniem. Nawet gorzej, bo to zajęcie nie krzyczy o powrót do rzeczywistości. Zakamarki szwów i czubek żelazka. Geografia przekładania lewej strony na prawą. Geografia powrotów do miejsc źle wyprasowanych. Satysfakcja patrzenia na doskonałość wyprasowania, złożenia rzeczy czystej i gładkiej. Czym zatem jest prasowanie. Być może drogą, a być może zawiłą ścieżką do bycia sobą. Drogą do ochrony wartości, drogą do oceny innych i samej siebie.
Czym może być dłoń odstawiająca żelazko. Decyzją, czy tylko przeczuciem decyzji. Prasowanie można porównać do prania. Oczyszczenie połączone z wysiłkiem. Myśli wytrząsane w pralce, napinane na sznurku schnięcia. Myśli doskonałe. Często nieprzekazywalne. Powrót do źródła i natury rzeczy. Tu i teraz. Natychmiast i zaraz. Pranie oraz prasowanie nie znosi kłamstwa. Pranie i prasowanie nie jest jednak czyste moralnie. Skażamy je obecnością.
Jak Ty wspaniale znasz psychikę kobiety, szczególnie kobiety prasującej :)
A co z prasującym mężczyzną?
Ja nie lubię prasować, ciekawe o czym to świadczy?
Pozdrawiam
Ja też nie znoszę.
Wręcz nienawidzę, w związku z czym nie prasuję. Nawet żelazka nie mam. To znaczy mam, ale nie używam.
Sobie nabywam rzeczy, których prasować nie trzeba, a to co trzeba, oddaję do pralni.
Jedyny problem - koszule. Męskie. Do niedawna problem dotyczył jednego mężczyzny, teraz już czasem dwóch.
Jak nie prasuję koszul?
Otóż tak, że w początkach stadła małżńskiego niejaki Nowacki usiłował na mnie wymusić nauczenie się trudnej sztuki prasowania.
Ja uznałam, że skoro opanowałam w stopniu bliskim perfekcji sztukę gotowania, to na jedno życie tej perfekcji wystarczy.
Nowacki upierał się.
Ok, wzięlam jego koszulę i wyprasowałam starannie kołnierzyk, mankiety i przód. Na samą wzmiankę, że mogłabym wyprasować także rekawy i "plecy" Nowacki został zabity wzrokiem.
Wział tę koszulę, założył, przykrył marynarką i wyszedł na spotkanie.
Dzień zrobil się gorący, podczas spotkania wszyscy zdjęli marynarki, tylko Nowacki nie.
Odtąd prasuje sobie sam.
Czy prasowanie może być niebezpieczne? Jak jasny gwint!
No przecież to prawdziwy horror :)
Zupełny!
Może kiedyś wykorzystam pomysł.
Ja jednak trochę prasuję, ale unikam jak tylko się da.
Pozdrawiam :)
Już się Pani dała wrobić. Proponuję nagle zaniemóc na prasowanie. jak chłopo szkody nie poniesie, to się namówić do własnej pracy nie da.
Nie ma Pani koleżanek, mających dwie lewe ręce, dookoła których ich faceci szaleją jak frygi i które wyręczają nawet w kwestii podstawowych zakupów spożywczych "bo ona sobie nie poradzi"?
One nie mają żadnych dwóch lewych rąk, tylko głowę na karku :))
Żadna koszula nie ma prawa pognieść się w taki sposób pod marynarką :))
Ale ja na szczęście wcale sobie nie narzekam :))
Ale też prawdopodobnie nikt nie osmieliłby się tego mu wprost powiedzieć :)
A czy nie lepiej cieszyć się, ze krępował się jednak zdjąć? :)))
PS. I część Feli i Meli jest ;)
Hm... ja nie powiem za skarby świata, gdzie i podczas czego przychodzą mi do głowy najlepsze pomysły. W każdym razie, jak mam problem i nie mogę go rozwiązać, to idę, podnoszę deskę klozetową, siadam....
W każdym razie po powrocie problem już mam rozwiązany.
Hola, nie TEN problem mam na myśli, tylko ten prawdziwy, co mnie nękał! ;)))))))
Ale czy to nie może być czasem poczytane za złośliwosć? :)))
I część Feli i Meli jest ;)
Naprawdę??? To już lecę czytać :)
Czytam Pana z podziwem i zaciekawieniem.
Pozdrawiam z Loch Ness i zapraszam częściej
Musiałeś mieć autorze niezły ubaw :)
Przy czym im dłużej tym więcej odbija się na materiale prasowanym druku z gazety, przez którą prasujemy...
Oto dowód.
Blogowanie w życiu mężczyzny odgrywa ważną rolę. Czy blogowanie może być oczyszczające psychicznie? Czy blogowanie może skłaniać do refleksji? Czy może być niebezpieczne?
W wielu przypadkach tak. Powiedziałabym, że blogowanie może mieć dwa oblicza. Blogowanie refleksyjne iblogowanie prowokacyjne. Obie formy uznałabym za skrajne. Wchodząc w stanblogowania, mężczyzna zaczyna bezwiednie ni to marzyć, ni to planować, ni to fantazjować. Blogowanie dotyka zatem najgłębszych pragnień i fobii. Mężczyzna ukrywa się w blogowaniu przed światem. Blogowanie jest zatem czyśćcem.
Nie sądzę, by mężczyzna był w stanie wpaść w taką nirwanę pisząc teksty ekonomiczne czy prawnicze na przykład. Taka pisanina w gruncie rzeczy nie sprzyja głebokiemu myśleniu. Jest to zabieg czysto merkantylny. A to nie sprzyja refleksji. Nie to, co splatanie kolejnych słów w zdania tak naprawdę bez większego znaczenia. Takie uzycie klawiatury ma sens metafizyczny! Często mówi się, że kierowca usnął za kierownicą. Był myślami setki kilometrów od miejsca, w którym jechał.
z blogowaniem. Nawet gorzej, bo to zajęcie krzyczy o powrót do rzeczywistości. Zawiłości myśli przywołują kręte drogi życia, a podstępność przywoływanych tematów przypomina wyuczone chwyty marketingowe, wyuczone na szkoleniach międzyzakładowych. Samo juz skonstruowanie tytułu notki budzi analogie do dystansu. Dystansu, który powstaje pomiędzy myśliwym i ofiarą. Satysfakcja patrzenia na pojawiające się pod notką komentarze i świadomość wzbudzenia uwagi czytelnika (czki) graniczy niemal z ekstazą. Czym zatem jestblogowanie? Być może drogą, być może zawiłą ścieżką do bycia sobą. Drogą do ochrony wartości, drogą do oceny innych i samych siebie.
Czym może być dłoń wyłączająca komputer? Decyzją, czy tylko przeczuciem decyzji? Blogowanie można przyrównać do myślistwa. Oczyszczenie połączone z wysiłkiem. Myśli kłębiące się za sztucerem wycelowanym w zwierzynę. Myśli doskonałe. Często nieprzekazywalne. Powrót do źródła i natury rzeczy. Tu i teraz. Natychmiast i zaraz. Łowienie i strzelanie nie znosi kłamstwa. Łowienie i myślistwo nie jest jednak czyste moralnie, podobnie jak czyste moralnie nie jest klepanie w klawiaturę. Skażamy je obecnością.
Coś w tym jest... :)
Widzę, że czytałas tamtą notke. A to sobie nasz Frankenstein nagrabił! :)
Uśmiecham się i pozdrawiam z Loch Ness
Błogosławione teksty i ich autorzy, którzy na taką "rozgrzewkę" pozwalają - moje :)
Z wzajemnością :)